Zastanawiam się co napisać?
Wszystko u mnie dobrze i tego się trzymam. Nie mam na co narzekać i niech tak zostanie. Postawiłam sobie cel do którego wciąż dążę. Powolutku, ale wciąż do przodu. Chce wyjechać do Brazylii i zaczęłam się do tego przygotowywać. Chociaż moja wiedza na jej temat jest dość skąpa a wręcz znikoma postanowiłam spełnić moje marzenie. Na razie osiągnęłam dwa etapy z 5 czyli:
1. Kesz - uzbieranie trochę grosza
2. Język - bo któż mnie zrozumie po angielsku a co dopiero po polsku?
3. Historia u kultura - powinno się znać
4. Urlop w pracy - 3 tygodnie (??!!!!!)
5. Psychiczne nastawienie
Nie wiem czy mi się uda, ale dla chcącego nic trudnego. W tym roku udało mi się zobaczyć w niewielkiej części Hiszpanię. Znienacka, bez większego zastanawiania się, podjęłam decyzję której nie żałuję. Skoro ta mi się udała to czemu nie Brazylia?? Bardziej przekonuje mnie Ameryka Łacińska niż USA czy Kanada.
Dalej. Wrócił Pan.
A ja się trochę poddałam, a trochę nie. Przestałam na pewno reagować tak jak kiedyś. Panuje cisza - ja się wyłączam.
Chociaż coraz częściej odnoszę wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko wtedy kiedy jest sam, kiedy każdy na chwilę o nim zapomina a on nie wie co zrobić. Kiedy się pojawia większy poważniejszy problem, ja znikam i wcale nie jest tak, że ja chce. Milczenie jest z jego strony. Trudno.
Dalej.
Na biurku postawiłam niewielką śliczną choinkę, któa ociepla swoimi lampeczkami wystrój mojego pokoju.
Dalej.
Mój kontakt z mamą coraz bardziej się zacieśnił. Wiem, że mnie kocha i ja kocham ją. Pilnuje się i staram się z całych sił by tak zostało jak jest teraz.
Czuje się szczęśliwa :-)